Po długiej nieobecności wracam do pisania. I w cichości serduszka podtrzymuję iskierkę nadziei, że moją pracę nagrodzicie kilkoma komentarzami.
Ilustracja muzyczna: http://www.youtube.com/watch?v=ROqoW571h1c&feature=related
*****
Rozdział II
Następnego dnia rano Syriusz obudził się wyspany i dziwnie spokojny. Nie posiadał się ze zdziwienia, bo odkąd trafił do Azkabanu nie zdarzyło mu się to jeszcze nigdy. Tej nocy jednak jego zwykłe koszmary trzymały się od niego z daleka. Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie gdzie jest i skąd się tu wziął, ale nie minęło wiele czasu i już wkroczył do salonu zwabiony zapachem śniadania rozglądając się w poszukiwaniu Gwynbran. Spodziewał się zastać ją w szlafroku szykującą się do śniadania, ale, jak się okazało, było to zupełnie mylne przypuszczenie. Na stoliku koło kanapy czekała na niego taca z kanapkami, dzbanek parującej herbaty i nowe wydanie „Proroka Codziennego”. Skrzywił się z niesmakiem, gdy dostrzegł na pierwszej swoją własną twarz z nagrodą za jego głowę w podpisie. Tuż obok widniało zdjęcie Harry’ego i wielki nagłówek: CO ŁĄCZY HARRY’EGO POTTERA ZE ZBRODNIARZEM SYRIUSZEM BLACKIEM?!
Odrzucił gazetę ze wstrętem i zajął się posiłkiem. Nie miał zamiaru znów czytać tych bzdur, a po porządnej dawce snu był wściekle głodny. Wgryzając się łapczywie w kanapkę dostrzegł karteczkę zapisaną wyraźnie kobiecym, choć niezbyt pięknym pismem. Podniósł ją do oczu.
Drogi Syriuszu,
Zapewne nie będzie mnie kiedy się obudzisz. Kanapki i herbata są dla Ciebie, zjedz ile zdołasz. Jeśli będzie za mało albo gdyby Ci nie smakowało, poproś Kuka żeby przygotował Ci coś jeszcze. Gdyby Ci się nudziło wyjdź sobie na spacer, w okolicy są piękne wrzosowiska. Możesz też korzystać z moich książek lub obejrzeć sobie dom. Bardzo Cię jednak proszę, abyś nie próbował węszyć w mojej sypialni – w przeciwnym razie nie ręczę za siebie! Zobaczymy się na obiedzie.
Życzę Ci miłego dnia
Gwynbran
Syriusz zerknął przez okno. Jakoś nie bardzo chciało mu się wychodzić. Dostrzegł skrzata pracującego w ogrodzie. Kuk ścinał sierpem jakieś rośliny wkładał je do kosza.
Pewnie są dla tych wszystkich ptaków.
Ptaki... tak, będzie musiał napisać do Harry’ego. Zrobi to dziś wieczorem.
Tymczasem Syriusz zaczął rozglądać się po tym dziwnym domu. W salonie na niedużej komódce stały czarodziejskie zdjęcia w ramkach. Na jednym z nich mała czarnowłosa dziewczynka z uśmiechem na buzi głaskała wielkiego indyka. Ptak był sporo większy od dziecka. Drugie wyglądało na ślubne zdjęcie jej rodziców: wysoki czarodziej z brodą i orlim nosem obejmował czule drobną czarownicę bardzo podobną do Gwynbran... Zdjęć było więcej, ale najbardziej zaintrygowało go zdjęcie dziesięcio-, może jedenastoletniej dziewczynki trzymającej za rękę surowo wyglądającą czarownicę w fioletowych szatach i ze złotym sierpem przypiętym do pasa. Obie miały dumne uśmiechy na twarzach, a mała Gwynbran (to mogła być tylko ona) co chwilę zerkała czule na naszywkę Ravenclawu na swojej piersi. Syriusz uśmiechnął się bezwiednie i zajrzał do następnego pomieszczenia. Okazało się, że jest to sypialnia jego gospodyni. Na środku, zamiast łóżka, bezpośrednio na podłodze leżał wielki materac. Pościel przykryta była wzorzystą narzutą z wyhaftowanym wielkim, kolorowy pawiem. Nad łóżkiem wsiały portrety jej rodziców i herb rodowy: abstrakcyjny ptak w locie. Obok sekretarzyka stała wielka, pusta klatka dla ptaków. Poza tym była tam spora szafa, nocny stolik, mały kominek i coś, co przykuło uwagę Syriusza: gobelin z drzewem genealogicznym rodu Lonan. Mężczyzna zmarszczył nos i zbliżył się do gobelinu. Nienawidził tej obsesji na punkcie krwi.
Czyżby ona też taka była? Ale... nie... tu nie widać wypalonych plam, nawet przy osobach, które wzięły ślub z mugolami.
Bezwiednie zbliżył się do gobelinu, aby mu się przyjrzeć. Nagle jego wzrok padł na półkę nad kominkiem. Dostrzegł tam dziwną, okrągłą i wyraźnie bardzo starą szkatułkę. Wykonana była z poczerniałego drewna, które zdążyło się już mocno powyszczerbiać. Złote blaszki zdobiące pudełko – także bardzo zniszczone – ułożono w mozaikowy kształt drzewa, którego korzenie łączyły się z gałęziami tak, że obrazek idealnie wpasowywał się w zarys wieczka. Zaintrygowany czarodziej wyciągnął rękę by obejrzeć znalezisko, kiedy poczuł, że czyjś wzrok niemal wypala mu dziury w plecach.
- Czyżbyś bawił się w poszukiwacza skarbów lub... genealoga, Syriuszu? Sprawdzasz czy mój status krwi jest odpowiedni, by się ze mną zadawać? – stanął jak wryty usłyszawszy ochrypły, gniewny głos. Gwynbran podeszła do niego i warcząc – Czego tu szukasz? Nie masz prawa robić rewizji w mojej prywatnej sypialni. WYNOCHA!
- Przepraszam nie chciałem...
- PRECZ!
- ... ja tylko szukałem ciebie i...
- Kuk mnie poinformował, więc wróciłam wcześniej, żeby cię stąd wywalić skoro nie szanujesz mojej prywatności.
Syriusz w tym momencie się wściekł. Nie będzie mu tu jakaś durna – bądź co bądź – smarkula wydawała rozkazów!
- W porządku – burknął przez zęby – W nosie mam twoje sekrety i rozkazy. Myślisz, że mi dobrze tak tu siedzieć kiedy ty gdzieś łazisz?! Łaski nie robisz, a ja umiem sam o siebie zadbać!!! Zobaczymy, co ci reszta Zakonu na to powie, ty mała, nadęta snobko. Czy raczej – PTASI móżdżku!!! – Ostatnie słowa utonęły w głuchym warczeniu, bo właśnie przybrał postać psa i wyskoczył na korytarz kierując się ku drzwiom.
- SYRIUSZU! ZACZEKAJ! STÓJ!!! – Gwynbran już pędziła za nim jak strzała wypuściwszy z rąk paczki, które przyniosła do domu. – Nie możesz być tak lekkomyślny, STÓJ!
Dopadła do niego przy furtce, z którą nie mógł sobie poradzić. Wyciągnęła różdżkę
- Impedimenta!
Animag uchylił się i skoczył, by ją rozbroić.
***
Syriusz kłapnął zębami w powietrzu i opadł na ziemię. Była za szybka. Z wściekłości kręciło mu się w głowie....
.....wspomnienia z Azkabanu wirują przed oczami. Aurorzy... Dementorzy... Śmierć! Dać się złapać to śmierć! Nie dać się złapać...
Odbił się jeszcze raz zupełnie na oślep i ty razem jego zęby chwyciły coś. Działał jak automat.
Powalić i uciec. Do Harry’ego, do Remusa albo do domu.
Zacisnął chwyt tak mocno jak mógł. Usłyszał kobiecy krzyk zanim zdał sobie sprawę, że to, co trzyma w pysku nie jest wcale różdżką, a ręką Gwynbran. Czuł ciepło i smak krwi spływającej mu po brodzie. Puścił ją od razu i skulił się na ziemi. Był zrozpaczony. Co ja narobiłem?! Po rozszarpany przedramieniu Krukonki płynęła obficie krew. Prawdopodobnie rozdarł zębami tętnicę, gdyż rubinowa czerwień tryskała z rany falami. Gwynbran, blada na twarzy jak trup, rozglądała się rozpaczliwie w poszukiwaniu różdżki, którą wypuściła z ręki. Desperacko starała się nie krzyknąć, ale Syriusz widział jak jej rozszerzone strachem oczy zachodzą mgłą. Czarownica zatoczyła się i upadła straciwszy przytomność.
Oto pierwszy rozdział, z dedykacją dla mionki94 oraz Magdy - za uwagi do tekstu i wsparcie. Ten rozdział rzuca trochę światła na samą Gwynbran. Autobetowanie chyba nie poszło najgorzej, ale w razie błędów - piszcie. Komentarze mile widziane ;)
Muzyka do tego rozdziału: http://www.youtube.com/watch?v=Rgr84BASi04
Na koniec świata,
Tam gdzie kończy się ten świat
Uciekłam z miasta,
Gdzie ludziom miłości brak
Zbudzona z najgłębszego snu
Nie wrócę tam,
Nie wrócę już
Nie koniec to
Lecz świata szczyt
U moich stóp*
***
Pewnego lipcowego poranka Gwynbran pchnęła mocno omszałą furtkę prowadzącą na podwórko przed Gniazdem - jej rodzinnym domem. Przekroczyła ją, mięła wysoki żywopłot i oczom dziewczyny ukazał się dom ukryty dotąd przed jej wzrokiem przez kępę kwitnących jaśminowców. Delektując się niesionym przez wiatr zapachem kwitnących włąśnie krzewów zbliżyła się do drzwi. Radość z powrotu do domu wygnała na chwilę z jej serca nawet największe zmartwienie – powrót Voldemorta, o którym rozmawiali na wczorajszym zebraniu Zakonu.
Dom, zbudowany z szarego, niewygładzonego kamienia, wyglądał nieco surowo. Budynek wtulał się w zbocze niewielkiego pagórka, tak, że jedna z połówek dwuspadowego dachu łączyła się bezpośrednio z ziemią. Najciekawszym elementem był niewątpliwie właśnie dach, gdyż nie pokrywały go dachówki ani gont, ale przetykana mchem zielona darń. Koło komina rósł nawet mały jałowiec. Wokół drzwi biegł biały, ozdobny pas z wizerunkami czarnych kruków. Gwynbran otworzyła drzwi i odwróciła się do swojego towarzysza – wielkiego, czarnego psa rasy deerhound, który ciągnął zębami walizkę na kółkach.
- No dobra, możesz wchodzić. Tylko wytrzyj łapy! Nienawidzę brudu!
Pies łypnął na nią zmieszanym wzrokiem, chwycił zębami uchwyt walizki i wciągnął ją do środka. Gwynbran westchnęła i zamknęła za sobą drzwi. W tej samej chwili zmaterializował się przed nią Kuk, jej skrzat domowy i pokłonił się głęboko.
- Panienko Gwynbran, wszystko gotowe. Śniadanie dla dwóch osób czeka. Pokoje są gotowe. – zaskrzeczał.
- Dziękuję, Kuk, nakryj do stołu, proszę. Syriuszu – odwróciła się w stronę deerhounda – zabierz bagaż do swojego pokoju, drugie drzwi na lewo. Jadalnia jest w głębi korytarza. Usiądź do stołu, zaraz do ciebie dołączę.
Kuk zrobił wielkie oczy.
- Panienko, dlaczego panienka mówi do tego psa? I dlaczego ma usiąść przy stole? Kuk myślał, że będą goście...
Gwynbran zachichotała.
- To nie jest zwykły pies, to animag. Będzie od dziś mieszkał z nami.
Potwornie zmieszany skrzat pobiegł za Syriuszem i zaczął przepraszać i karać się za swoją gafę. Kiedy udało się go uspokoić, Gwynbran i jej gość – teraz już w ludzkiej postaci – zasiedli przy stole w jadalni. Śniadanie zjedli w pełnej skrępowania ciszy, starając się nie patrzeć na siebie nawzajem poza krótkimi, ukradkowymi zerknięciami. Po posiłku skrzat podał im herbatę w salonie. Syriusz, siedząc na kanapie obok gospodyni, rozglądał się po ścianach w kolorze pawiego błękitu. Kątem oka zarejestrował wypchane książkami regały, gobeliny z ptakami zdobiące ściany i perski, biało-niebieski dywan rozpostarty na podłodze. Naprzeciwko nich w kominku z białego kamienia buzował ogień. W końcu musiał jednak spojrzeć na Gwynbran. Zobaczył to co widzieli wszyscy: czarne brwi w kształcie sierpa księżyca, kształtne usta, zgrabny nos... Jej oczy, równie czarne jak warkocz kryły w swej głębi charakterystyczną dla Krukonów iskierkę obłędu. Gwynbran była piękna. Z instynktem podrywacza wyrobionym jeszcze w latach szkolnych skierował wzrok na jej sylwetkę. Pod granatową bluzką z dość głębokim dekoltem pełne piersi unosiły się i opadały w rytm oddechu. Syriusz przełknął ślinę i skupił się na nawiązaniu rozmowy.
- Jeszcze raz dziękuję ci za gościnę. Masz piękny dom. Słyszałem, że mieszkasz tu tylko ze skrzatem. Postaram się nie sprawiać ci kłopotów... – wyrecytował to wszystko jednym tchem, jakby nauczył się tej formułki na pamięć, po czym utkwił wzrok w filiżance.
- Nie ma o czym mówić, wiem w jakiej jesteś sytuacji. Muszę cię jednak uprzedzić, Syriuszu, że nie będę mogła poświęcić całego czasu tobie – ciągnęła rzeczowym tonem – Do września muszę opanować mnóstwo materiału związanego z moją dalszą edukacją.
Syriusz zauważył, że jej głos jest dość niski, głęboki i słychać w nim lekką chrypkę. Zaczął się mimowolnie zastanawiać jak brzmi jej śpiew.
- Rozumiem to. Nie będę się narzucał. Jeśli jednak będę mógł pomóc ci w nauce możesz na mnie liczyć.
Gwynbran uśmiechnęła się nieśmiało do Syriusza. Popatrzyła na jego wynędzniałą, ale wciąż przystojną twarz.
Może nie będzie tak źle, wydaje się inteligentny. I wie gdzie jego miejsce.
- Dziękuję za wyrozumiałość, a teraz, skoro skończyliśmy herbatę, chodź, pokażę ci resztę domu.
Resztę przedpołudnia spędzili na oglądaniu domu. Na Syriuszu największe wrażenie zrobiła ptaszarnia i okazały ogród pełen leczniczych roślin.
Po obiedzie wybrali się na spacer po okolicy (Syriusz zmienił się w psa) i Gwynbran musiała przyznać, że dawno się tak nie śmiała. Łapa szczerze ją rozbawił goniąc własny ogon, aportując rzucane przez nią patyki, a nawet płosząc tłustego kota sąsiadów. O Voldemorcie zapominała zupełnie.
***
Wieczorem, przy kolacji wróciły jednak czarne myśli i Gwynbran przerwała milczenie.
- Syriuszu... więc to jednak prawda? On wrócił?
- Niestety tak. I jeszcze ten biedny Diggory... Harry – Gwyn zauważyła, że imię chrześniaka Syriusz wymawiał z wielką czułością – cudem uszedł z życiem i zdołał nas wszystkich ostrzec.
- Tak. Wykazał się niezwykłą odwagą. I miał dużo szczęścia, że wyszedł z tego cało. Jeśli będziesz chciał się z nim skontaktować, idź do ptaszarni i wybierz odpowiedniego posłańca. One wszystkie potrafią przenosić wiadomości.
Syriusz zamyślił się przez chwilę i rzekł:
- Gwynbran, czy to prawda co o tobie mówią? Że potrafisz... rozmawiać z ptakami?
Dziewczyna uśmiechnęła się chytrze.
- A kto ci takich rzeczy naopowiadał, co? Może umiem, może nie... Zawsze byłeś taki ciekawski, Huncwocie?
Syriusz uśmiechnął się szeroko, w bardzo psi sposób ukazując prawie wszystkie zęby.
- Nie bez powodu nas tak nazywano, a ja, jak na psa przystało, powęszyłem tu i ówdzie. Chyba nie dziwi cię to, że chciałem się dowiedzieć u kogo będę mieszkał?
- Niech będzie, zaspokoję Twoją ciekawość...
...ależ ten Dumbledore ma długi ozór! Założę się że to on mu o mnie nagadał...
... Otóż pod kilkoma względami różnię się od was wszystkich. Jak by ci to wyjaśnić... – w zamyśleniu wygładziła fałdy długiej spódnicy – otóż moja rodzina od zawsze kultywuje pogańskie, druidyczne tradycje. Każda taki ród wiąże się z jedną z sił przyrody. My związaliśmy się z żywymi stworzeniami, w szczególności z ptakami. Stąd się wzięło nasze nazwisko – „Lonan” znaczy „czarny ptak”.
- Czyli nie tylko ja z nas dwojga mam czerń w nazwisku – uśmiechnął się Syriusz.
- Nie tylko ty. – Gwynbran puściła do niego oczko. – Wracając do mojej opowieści: dzięki rytuałom przeprowadzanym w odpowiednim wieku z czasem coraz lepiej rozumiemy naturę i możemy służyć ludziom jako druidzi, a zdziwiłbyś się wiedząc jak wielu czarodziejów trwa przy wierze przodków. I właśnie chyba te obrzędy pozwoliły mi – jak reszcie mojej rodziny – zyskać szczególną więź z ptakami. To nie tak, że mogę z nimi rozmawiać tak jak teraz z tobą – umysły ludzi i ptaków są na to zbyt różne – ale ptaki nie boją się mnie, przylatują kiedy je wezwę i zgodnie ze swoją wolą mogą wykonać dla mnie jakieś zadanie. Nie mogę jednak do niczego ich zmusić, muszą chcieć mi pomóc.
Syriusz słuchał z otwartymi ustami.
Jak on śmiesznie teraz wygląda! Jak mały chłopiec, który słucha bajki.
- A teraz zamknij usta, Syriuszu – mężczyzna podskoczył zmieszany – i chodźmy spać. Wiesz gdzie jest łazienka. Kuk przygotował twoje łóżko. Od teraz oficjalnie możesz czuć się jak u siebie w domu.
***
Jakąś godzinę później Syriusz leżał w wygodnym łóżku w swoim pokoju i wsłuchiwał się w plusk wody za ścianą. Brzmiało to tak jakby ktoś chlapał się w jeziorze.
Dziwna jest pomyślał sennie. Ciekawe czy ona kąpie się jak ptak w kałuży?
Wyobraził sobie Gwynbran trzepoczącą rękoma w kałuży i mimo woli parsknął śmiechem. Chwilę później już spał.
* Na koniec świata Justyna Steczkowska
Mam nadzieję, że się podobało... Czekam na Wasze opinie ;)
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 182 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Do wieku się nie przyznam - dość powiedzieć, że maturę napisałam już parę lat temu ;) Uwielbiam czytać (zwłaszcza fantasy), muzykę (głównie etniczną), rośliny, zwierzęta i gotowanie.
Harry Potter FanFic - alternatywna historia oparta na losach Gwynbran Lonan z Ravenclawu. Jaką rolę w wojnie z Voldemortem odegra ona, Syriusz Black i Severus Snape?
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: